Ostatnie 2 dni wakacji myślę, że zostały spędzone bardzo aktywnie. Razem z Anią w 2 dni obróciliśmy 160km na rowerkach, pomysł można powiedzieć spontaniczny bo praktycznie z dnia na dzień. Trasa - Zdzieszowice -> Jesenik, Certove Kameny i z powrotem. Dla Ani trasa luzik, w końcu codziennie biega, ale dla mnie to była walka o przetrwanie, ale nic dziwnego jak się nie ma nic wspólnego z rowerem ani z jakąkolwiek aktywnością nóg.
A jutro do szkoły, żegnajcie wakacje :<
Ostatnie parę dni spędziłem z Sasquaczem w Dolinie Będkowskiej. Gotowanie na ognisku, a dania jak w domu :D Mycie w górskiej rzeczce, w której początkowo nie mogłem wysiedzieć 20 sekund a po czasie mogłem nawet w niej leżeć :p Poza tym na wyjeździe bardzo przydały się afirmacje zawarte w górach :D kiedy już nie wierzyłem, że droga mi się uda mówiłem tylko - "sasquacz przeczytaj mi afirmacje numer 6" która brzmiała "jesteś silny i masz moc!" :D jak to mówią- kłamstwo wypowiedziane parę razy staje się prawdą, czy jakoś tak. W każdym razie pomogło
Pierwsze 2 dni poszło na rozwspinanie i tu już udało się przejść Sasquaczowi życiówkę 6.1 - Niemy cyk, z patentem bez oszukiwania w dolnym cruxie Ja w drugi dzień zacząłem próbować Murarza III jednak zajście słońca uniemożliwiło mi wykonanie kolejnych prób. Ekspresy zostały i na trzeci dzień coś mnie podkusiło żeby znowu spróbować, byłem już przemęczony i tylko popsułem sobie rest, cóż następnego dnia trzeba było restować.
piąty dzień- murarz III poszedł od pierwszej wstawki tego dnia
następnie zacząłem patentować murarza IV, najpierw za cholerę nie mogłem wymyślić jak przejść cruxa, potem ciągle nie umiałem znaleźć krawądki podczas prób, koniec wspinania, czas na sjestę!
szósty dzień - rest - Sasquacz wspinał się na Zaklętym Murze gdzie znowu podniósł swoją życiówkę Zaklęcie 6.1+
siódmy dzień - od pierwszej wstawki udaje mi się zrobić murarza IV i zaczynam patentować życiówkę - murarz II - decydujące starcie. Patenty idą szybko i wydaje się, że droga zaraz puści, niestety byłem już za bardzo zmęczony.
ósmy dzień- rest, wspinanie na sokolicy.
dziewiąty dzień- przyszedł dzień prób na życiówce : ) pierwsza nieudana- wyjazd nóg na przestrzale, druga to samo, trzecia utrzymałem, ale spadłem po baldzie. Czwarta- przechodze crux, staram się wyrestować i siłą woli napieram do końca- udało się- co za radość 
dziesiąty dzień- wracamy przez dolinę Kobylańską i stwierdziliśmy- zostańmy na parę godzin, zdążymy na ostatni pociąg. Powspinaliśmy się trochę. Ja zrobiłem swoje najtrudniejsze 6.3 - odmienne stany świadomości - trudności w połogu :D I wracamy do domu. Stacja Zabierzów godzina 18.22 podjeżdża pociąg do Częstochowy. Ja pewny, że pociąg mamy 18.33 nie wsiadam... następny o 21.45 i w domu jesteśmy o 1.30. Koniec wycieczki.

